/
Tomasz Hrynacz

Biogram

 

Tomasz Hrynacz (1971) – absolwent polonistyki w Zielonej Górze. Laureat Konkursu Poetyckiego im. Rainera Marii Rilkego w Sopocie (1997) oraz konkursu im. Rafała Wojaczka w Mikołowie (1997). W 1997 roku był współzałożycielem i redaktorem dwumiesięcznika literackiego „Arytmia”.  Opublikował m.in. tomy poetyckie Zwrot o bliskość (1997), Praski raj (2009), Prędka przędza (2010). Mieszka w Świdnicy.

 

Twórczość

 

Arkusze poetyckie

"Inne ogrody", Wałbrzych 1995
"Wyjście z getta", Świdnica 1996

Tomy poetyckie

"Zwrot o bliskość", Biblioteka Studium, Kraków 1997
"Partycje oraz 20 innych wierszy miłosnych", Biblioteka Toposu, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Sopot 1999
"Rebelia", Biblioteka Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Wrocław 2001
"Enzym", Wydawnictwo Mamiko, Nowa Ruda 2004
"Dni widzenia", Wydawnictwo MTM, Jugowice 2005
"Praski raj", Wydawnictwo Mamiko, Nowa Ruda 2009
"Prędka przędza", Wydawnictwo Forma, Szczecin-Bezrzecze 2010
"Przedmowa do 5 smaków", Wydawnictwo Forma, Szczecin-Bezrzecze 2013

 

/
Omówienie

 

 

Wojciech Koryciński: Alfabet subiektywny. Krótki hasłowy przewodnik po twórczości Tomasza Hrynacza

 

Tomasz Hrynacz – ur. 1971r. w Świdnicy, poeta. Absolwent I LO im. Kasprowicza w Świdnicy. Ukończył studia polonistyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze, gdzie obronił pracę magisterską „Liturgia udręczenia. Rozważania wokół dwubiegunowości Kazimierza Ratonia”. Obecnie pracuje jako wicedyrektor i polonista w Szkole Podstawowej w Lutomi Dolnej. Gra w tenisa stołowego i jest zawodnikiem II-ligowego klubu GLKS Foleko Świdnica. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Świdnicy.

Aluzje – jeden z krytyków literackich Piotr W. Lorkowski wymienia poetów, z którymi Hrynacz toczy literacki dialog: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Tadeusz Miciński, Jerzy Liebert, Krzysztof Kamil Baczyński, Ryszard Krynicki, Marcin Świetlicki, Artur Rimbaud, Karol Bukowski, Paul Celan, Tomasz Merton, Reiner Kunze, Bronisław Maj.

Barok – w twórczości Hrynacza widać kilka nawiązań do poetyki baroku. Po pierwsze, świat jest przedstawiany z perspektywy świeckiej, a pewne rekwizyty w tym świecie występujące wyraźnie wskazują na powiązania ze sferą religijną (np. często pojawiający się gatunek modlitwy). Po drugie, religijne wątki skojarzone są z konkretnymi doznaniami zmysłowymi, co powoduje, że autor definiuje świat jako „coś w ruchu” i poszukuje trwałych struktur w duchowości, wymykającej się jednak racjonalnemu poznaniu. Po trzecie, wiersze przybierają formę metafizycznych medytacji. Po czwarte, środki artystyczne wykorzystane przez autora mają proweniencję barokową, między innymi inwersje, paradoksy, oksymorony, komplikowanie struktur składniowych.

Czas – kategoria czasu nabiera w poezji Hrynacza szczególnego znaczenia. Po raz pierwszy pojawia się w Zwrocie o bliskość. W wierszu Czas w odbiciu wody z tego tomu widać nawiązania do filozoficznej metafory – Heraklitejskiej rzeki. Czas dla bohatera wierszy Hrynacza jest głównym czynnikiem determinującym wydarzenia, w których bierze on udział, a także kształtuje jego myślenie, coraz bardziej zabarwiając je pesymistycznym kontemplowaniem wszechobecnej straty. W wierszu sąsiednim Kraina środka znajduje się następujący fragment: „Wycofać/się, by znów podjąć świat?” „Wycofać się” to także przenieść się w czasie, cofnąć czas, by zrozumieć, w czym przed chwilą wzięło się udział i przygotować się na to, co nastąpi. Bohater wierzy, że świat można podjąć, a więc przygotować się nań. Może to znaczyć, że świat da się przewidzieć. Jeśli tak, to jest on oparty na rytualnym powtarzaniu. A tu już jesteśmy blisko rozumienia kategorii czasu u autora – w poezji T. Hrynacza mamy do czynienia z czasem mitycznym. Dlatego też lubi on zamykać wiersze w cykle dni i miesięcy. Z takim zjawiskiem spotykamy się w tomie Partycje. Kolejny tom Rebelia jeszcze bardziej podkreśli znaczenie tej kategorii: „Czas zrobił swoje/i pogrążył nas jeszcze bardziej (…)” [Zwarte upływy], „Wygrywa było i jak mdła pigułka/krzepnie w gardle (…)” [Z cyklu Nie ma tego co jest], „Czas jak zło/konieczne połyka ciało i myśli (…)” [Rebelie].

Czasopisma – Tomasz Hrynacz był współzałożycielem świdnickiej „Arytmii” w 1997r., następnie w latach 1998/99 współpracował z „Czasem Kultury”, a w latach 2002-2006 redagował kwartalnik literacki „Poetica”. Publikował w wielu czasopismach, m.in. „Arkadii” „Arkuszu”, „Borussi”, „brulionie”, „Cegle”, „Dekadzie Literackiej”, „Frazie”, „[fo:pa]” „Frondzie”, „Kartkach”, „Kresach”, w paryskiej „Kulturze”,  „Kursywie”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Opcjach”, „Odrze”, „Res Publice Nowej”, „Ricie Baum”, „Toposie”, „Tekstualiach”, „Tyglu Kultury”, „Tytule”, , „Nowej Okolicy Poetów”, „Pomostach”, „Portrecie”, „Pracowni”, „Pro Arte”, „Studium”, „Wyspie”, „Czasie Kultury”, „Twórczości”, „Zarysie”.

Ćma – najbardziej eksploatowany motyw w pierwszym arkuszu poetyckim Wyjście z getta. W odczytaniu tego motywu pomocna dla czytelnika może być wiedza o jego symbolicznym znaczeniu: ćma, motyl nocny, przyciągana przez światło, w którym się spala, oznacza ofiarną, bezinteresowną, mistyczną miłość duszy do boskiego światła.

Dni widzenia – siódmy tom poetycki Hrynacza, zawiera 66 utworów i został wydany przez Wydawnictwo MTM w 2005r. Nie znajdziemy w tym tomie nic nowego, co nie ukazałoby się we wcześniejszych zbiorach. Nowy i ciekawy natomiast jest projekt tego tomiku. Znajdują się w nim wiersze przebrane z lat 1997-2004, które nie ukazały się we wcześniejszych książkach. Występujący od początku w twórczości autora motyw odbicia rzeczywistości znajduje w tym przypadku dodatkowe uzasadnienie. W Dniach widzenia odbijany jest nie tylko świat, ale twórczość – ten tom może posłużyć jako lustro do obejrzenia innych tomów, powstających od roku 1997. Dni widzenia są także podsumowaniem pewnego etapu w twórczości poety.

Elipsa – częstym zjawiskiem są elipsy, charakterystycznie zakończone czasownikami (np. „Nieczysta woda się przelała, dosięgła” [Niewiedza], „światło ustala (…)” [Gipsowa ramka], „Jeśli tylko miłość czyni się” [Czerwiec. Powiedz coś, utul], „Świt nagli” [Wrzesień. Jednym tchem], „W światło, które prowadzi” [Urywek, to co pamiętam], „(…) nie poznasz śmierci, ale o tym ani” [Oczywiście, wszystko się zaczyna bladym świtem] 

Enzym – szósty tom poetycki Hrynacza wydany w 2004r. w wydawnictwie Mamiko, zawiera 42 wiersze. W zbiorze autor powraca do podejmowanych w swojej twórczości problemów, przywołując stale obecne w niej motywy. Tym razem szczególnie akcentuje motyw wody, która zgodnie z uniwersalną symboliką oznacza klęskę, katastrofę, kres, a z drugiej strony pokonanie zła i początek czegoś nowego. Powraca również metafora szyby jako kresu świata, szyby, której prefiguracją jest ludzka skóra – granica między „ja” a światem, granica pewności i niepewności, znanego i nieznanego: „Mówić o czymś, co zawsze/potyka się o ciemność.//Albo milczeć. Patrząc w szybę,/za którą kończy się świat.” [W jednej chwili]

Fanclub – autor posiada stronę internetową: www.hrynacz.c0.pl/

Inne ogrody – pierwszy arkusz poetycki Hrynacza wydany przez wydawnictwo POL w Wałbrzychu w 1995r. Nakład: 30 egzemplarzy.

Inwersja – obok metafory dopełniaczowej najbardziej zbanalizowany przez Hrynacza środek artystyczny (np. w powietrza mapę, liter wężyk, jutra przypływ, pod zimy latarnię, powietrze ciężkie jak rtęć jest,  szumią roślin ciała drobne).

Język – „Język skurczył się/ostatecznie i jest naszym/upadkiem” z wiersza Wierność.

Katastrofizm – w różnych tomach Hrynacza przybiera odmienne formy i inaczej akcentowane są poszczególne elementy składowe tego poetyckiego światopoglądu. Widoczne są w poezji autora przede wszystkim nawiązania do poezji Baczyńskiego i Czechowicza. Jednakże katastrofizm u Hrynacza nie ma takiego wymiaru jak u XX-wiecznych katastrofistów. Kryzys cywilizacji, upadek wartości, nietrwałość struktur został sprowadzony przez autora do wymiaru prywatnego i dotyczy jedynie egzystencji bohatera poetyckiego i jego nieumiejętności istnienia. Najwięcej nawiązań widocznych jest w obrazowaniu i użytych przez poetę środkach artystycznych, między innymi podkreślanie problemu niewyrażalności, akcentowanie walorów muzycznych słów, synestezje i sugestie, motywy apokaliptyczne.

Kobieta – rola kobiety w wierszach Hrynacza rośnie z tomu na tom. Na początku bohater skupiony jest na samym sobie, swoich wrażeniach, emocjach, ale później pojawia się kobieta jako adresatka wierszy, a wreszcie jako towarzysz egzystencji bohatera i powiernik jego radości oraz klęsk. Najbardziej zaznacza się to w tomie Praski raj. W jednym z wywiadów autor mówi: „Wydaje mi się, że mój bohater przegląda się w kobiecie, pragnąc zobaczyć pogłębiony obraz siebie, niedostępny autorefleksji. (…) Kobieta otwiera i zamyka świat, dla bohatera jest początkiem i kresem.”

Metafizyka – krytyka literacka najczęściej opisuje twórczość Hrynacza w kontekście tematyki metafizycznej, zwracając uwagę na refleksyjno-intelektualny charakter tej poezji, medytacyjne ujęcie rozważań nad elementarnymi sprawami ludzkimi, otwarcie na przeżycia religijne oraz ze względu na charakterystyczne rozwiązania formalne.

Metafora dopełniaczowa – jeśli wskazać słabości w poetyce Hrynacza, to z pewnością trzeba tu wspomnieć o namiętnym wykorzystywaniu metafor dopełniaczowych, które trącą banałem. Zjawisko to przybiera na sile w tomie Zwrot o bliskość (np. nylon wiatru, kość nieba, atłas nocy, wiklina szronu, miazga mrozu, strumyki warg), obecne jest też w Rebelii (np. wiatru żądło, świtu piszczel, przerębel nocy).

Motywy – najczęściej występującymi motywami w twórczości Hrynacza są sen, deszcz, śnieg, ogień, woda, dzień, noc, ciemność, jasność, krew, słońce, księżyc, śmierć, ćma, zima, lustro i ogród.

Nieśmiertelność – rozważania na temat nieśmiertelności są konsekwencją obecności w poezji T. Hrynacza tematyki metafizycznej, wątków religijnych, odniesień do kategorii czasu. Najlepiej rzecz wyjaśnia zamieszczony w Rebelii wiersz Demontaż: „A jeśli nie ma nic, co można uznać/za nieśmiertelne? W czym się odnajdziemy?/W odosobnieniu? A może zawołanie:  że ty/to ja albo odwrotnie przyniesie nam większe//szanse? Coś jednak nas trzyma. Pakuły/wiatru zalegają wokół, solą gardło./Więc odpowiedzi ujawnią się w poniewczasie?”.

Ogród – motyw pojawiający się od początku w twórczości Hrynacza. Ze szczególnym natężeniem obserwujemy go w Wyjściu z getta. Przybiera on w twórczości poety różne formy, ale właśnie w tym tomie znajduje się klucz do jego odczytania: „A jednak jest w nas jeszcze wychudły/ogród rajskich roślin, w który wciąż/na nowo wchodzimy jak w wiklinowy/kościół kobiecych włosów(…)”[Tani wiersz, chociaż o miłości]. Powraca do tego motywu w tomach Enzym, Praski raj, Prędka przędza.

Partycje czwarty tom poetycki Hrynacza wydany przez Bibliotekę „Toposu” w 1999r. Zawiera 21 utworów. W tym zbiorze dokonuje się kolejny przełom. Forma utworów jest maksymalnie skondensowana – taka pozostanie w kolejnych tomach poetyckich. Wiersze stają się wieloznaczne poprzez grę zaimków, pozbawionych przymiotników i rzeczowników, które mogłyby w jakiś sposób je dookreślić, liczne elipsy i ciągi bezokoliczników. Wyraźnie widać, że utwory z tego tomu ciążą ku gatunkowi haiku. Podobieństwa można dostrzec zwłaszcza w skupieniu się na jednym przedmiocie i próbie dogłębnego wniknięcia weń, w kontemplacji, ascetyzmie języka oraz końcowych pointach, które u Hrynacza mają formę paradoksalnych pytań.

Praski raj – ósmy tom Hrynacza, wydany w 2009r. przez wydawnictwo Mamiko. Zawiera 55 wierszy. Jest to najbardziej liryczny zbiór poety. Egocentryczne „ja” bohatera usuwa się w cień, otwiera się na dialog. Jego rozmówcą jest kobieta. Przy okazji autor powraca do motywu ogrodu.

Prędka przędza – dziewiąty zbiór wierszy Hrynacza zawierający 57 utworów. Ukazał się w 2010r. w Wydawnictwie Forma. Jest to najlepszy formalnie tom poety. Dramat egzystencjalny bohatera rozgrywa się na kilku planach między teraźniejszością a pamięcią, życiem a śmiercią, poznaniem a poznawanym światem. W zbiorze autor daje czytelnikowi to, co w jego twórczości najciekawsze: poetycki skrót w wieloznacznej, budowanej na odległych skojarzeniach, metaforyce, sensualistyczny portret rzeczywistości – tej odczuwanej, niepokojącej.

Rebelia – piąty tom poetycki T. Hrynacza wydany przez Bibliotekę Wrocławskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w 2001r. Obejmuje 39 wierszy, które łączy tematyka przemijania. Bohater liryczny powraca myślami do przeszłych wydarzeń i próbuje dokonać rekapitulacji.

Religia – częste są w twórczości poety odniesienia do języka religii: prefacja, Babilon, Chrystus, Bóg, kolęda, anioły, Jeruzalem, Królestwo [Wyjście z getta], Kain [Zwrot o bliskość], aluzja w tytule wiersza Piątek, blizna [Partycje], Wielki Piątek, Niedziela Palmowa [Rebelia], życie wiekuiste [Praski raj], owoc żywota, śmiertelny całun, grzech, chorał, hymny, modlitwy [Prędka przędza].

Sen – sen to najczęściej pojawiający się motyw w wierszach Hrynacza. Sen jest metaforą rzeczywistości. W świecie przedstawionym dramat bohatera polega na tym, że chce on poznać rzeczywistość i zamknąć ją w poetyckiej definicji, gdy tymczasem zawodzi go język jako narzędzie komunikacji, jak i zmysły, które tworzą świat fenomenów, uniemożliwiając dotarcie do obiektywnych idei. Sen zatem jest złudzeniem rzeczywistości. 

Śmierć –  „śmierć to tylko utrata przytomności” z wiersza Z cyklu „Nie ma tego co jest”.

Tłumaczenia – poezję Hrynacza przetłumaczono na język angielski, chorwacki, czeski, francuski, niemiecki, rosyjski, serbski i ukraiński.

Ulubione słowa – zetlały, świt, promień, maj, widok.

Wyjście z getta – pierwszy tom poetycki Hrynacza. Po latach autor traktuje go jako arkusz poetycki. Tom zawiera 36 utworów i przedmowę Zdzisława Grześkowiaka. Widoczne jest w nim poszukiwanie własnej formy przez młodego poetę poprzez odwołania do poetyk: katastroficznej (Baczyński), nowofalowej (Wojaczek) czy brulionowej (Świetlicki). Niektórzy odczytują tytułowe „wyjście z getta” jako wyjście poza sferę „rozpoznanego”, a cały tom jako poszukiwanie odpowiedzi na pytania o granice „ja” i świata, sposób istnienia i poznawania świata.

Zwrot o bliskość – tom poetycki wydany w 1997r. w Bibliotece „Studium” zawierający 37 wierszy. Autor uważa powyższy zbiór za swój debiut poetycki. W stosunku do wcześniejszych zbiorów T. Hrynacz kreuje bohatera, który porzuca egocentryczną perspektywę (wiwisekcja) i przygląda się rzeczywistości wokół. Zmienia się też forma dyskursu poetyckiego na znacznie bardziej skondensowaną. Pomimo tego skondensowania świat przedstawiony jest dzięki rozbudowanej metaforyce i epitetom niezwykle bogaty. Tom osnuty jest wokół kilku motywów. Zimowa sceneria wierszy-obrazów przeważa w większości utworów, a rekwizytem jej towarzyszącym jest odbicie, lustro, szyba, tafla lodu, kałuża. Od tego tomu zaczyna się u autora coraz bardziej widoczna potrzeba portretowania rzeczywistości i zamknięcia jej w poetyckiej definicji. Można uważać zbiór Zwrot o bliskość za przełom w twórczości Hrynacza, którego konsekwencje będzie można obserwować w kolejnych tomach.

 

Wojciech Koryciński

 

 

Głosy krytyki – wybrane recenzje i omówienia można znaleźć pod następującymi adresami:

K. Maliszewski, Wyjście z getta: jeszcze złudzenie czy już pokolenie, „Odra” 1996, nr 7-8.

P. W. Lorkowski, Warsztat oniryczny, „Studium” 1996, nr 5.

J. Winiarski, Wyjście z getta, „Magazyn Literacki” 1997, nr 2.

R. Kobierski, Oswajanie podziemia, „Czas Kultury” 1997, nr 4.

J. Gruzla, Bezcenna mapa Czarnych Lądów, „Arytmia” 1998, nr 1.

K. Maliszewski, Zwrot o bliskość (maszynopis), „Pracownia” 1997, nr 20.

K. Maliszewski, „A już myślałem, ze nastąpi przewrót”, Studium 1998, nr 10.

R. Kobierski, Zardzewiałe zwrotnice, „Topos”  1998, nr 1-2.

A. Przybylska, Poezja środka, „Portret” 1998, nr 6.

A. Ekierhardt, Zapomniał zapomnieć, „Kartki” 1998, nr 1.

J. Winiarski, Zwrot o bliskość, „Magazyn Literacki” 1998, nr 2-3.

J. Gruzla, Chwilowy postój w oczekiwaniu na stan równowagi, „Kwartalnik Artystyczny” 1998, nr 3.

B. Wołowicz, Bardziej być, „Czas Kultury” 1998, nr 6.

J. Klejnocki, Ku światłu, „Gazeta o Książkach” (w: „Gazeta Wyborcza”) 1999, nr 11.

E. Łukowska, Wyjście z mroku, „Kartki” 1999, nr 2.

J. Gruzla, Oto książka ( o pustce i wojnie przeciw niej..., o pulsującym świetle), „Kartki” 1999, nr 2.

A. Krawczyk, Interfejs ze światła, „Topos” 2000, nr 1.

E. Chruściel, „światło się gdzieś tli”, „Studium” 2000, nr 20-21.

S. Pastuszewski, Zimowa opowieść o podnoszeniu się, „Akant” 2001 nr 44 (5).

J. Drzewucki, Rebelia, „Magazyn Literacki” 2001, nr 3.

K. Maliszewski, „Szaleństwo świata musi biec”, „Arkusz” 2002, nr 5.

P. W. Lorkowski, Uwięziony w światoobrazie”, „Topos” 2002, nr 3.

A. A. Wójcik, Pustostan, „Czas Kultury” 2004, nr 5-6.T. Hebes, Enzym światła, „Odra” 2005, nr 2.

M. Czuku , Mamrotanie, rozstrząsanie, potykanie, „Poetica” nr 2(16)/05, „Tygiel Kultury” 2007, nr 2.

M. Zegadło, Prześwietlone, niejasne, „Bulion” 3/05.

G. Tomicki, Skrzek ciszy, pęcherzyk powietrza, FA-art” 2005, nr 4.

J. Drzewucki , „Dni widzenia”, „Książki” 2006, nr 2.

A. Słobodzian, „Iść pod rękę z własnym życiem”, „Czas Kultury” 2006, nr 1.

P. W.Lorkowski, „Autoportret Widzącego”, „Fraza”, 2007, nr 1.

G. Tomicki, „Podróż ze znakiem zapytania”, „Odra” 2009, nr 5.

P. Sarna,  „Wojna o świtało”, „Nowe Zagłębie” 2009, nr 2.

P.W. Lorkowski, „10 zdań o…, „Topos” 2009, nr 3.

T. Hebes, „Gdzieś między: Metafizyką? Surrealizmem?”, „Fraza” 2009, nr 3-4.

W. Koryciński, „Usługi turystyczne”, „Czas Kultury” 2009  nr 2.

 

 

Pierwodruk: Rozkład jazdy. 20 lat literatury Dolnego Śląska po 1989 roku, pod red. J. Bieruta, W. Browarnego i G. Czekańskiego, Wrocław 2012, s. 666-673.

/
Omówienie 2

 

 

 

Wojciech Koryciński: Usługi turystyczne

 

 

Przebiegamy wzrokiem wzdłuż

kolejnych linijek tygodni,

nieświadomi tego, co nas jeszcze czeka […]

 

Ostatecznie zaplanowana

podróż nie wyszła na jaw i teraz

świat przenosimy na dwóch kółkach.

 

Przedpołudnia w leniwych

zakrętach lub na prostej,

senne niebycie z zapasem mineralnej.

 

Myślisz, że wiesz o mnie wszystko,

ale mój sen to podróż ze znakiem

zapytania […]

 

                                                                                              („Praski raj”)

 

Praga: krok po kroku

 

Najnowszy tom poetycki Tomasza Hrynacza można czytać jako literacką imitację miasta. Nie jest jednak ten tom jednym z popularnych spacerowników dla turysty przyzwyczajonego do łatwych wzruszeń estetycznych. Paradoksalnie przypomina raczej mimetyczną zagadkę. Wąskie, pokrętne ścieżki znaczeń, których rysunek szkicuje autor przed czytelnikiem, eksponują – opornie, bo tylko dla wprawnego oka – tajemniczą architekturę wierszy. Uliczki wyłaniające się z utworów niczym motywy z placów miejskich dezorientują nas na tyle, że gubimy się i niespodziewanie pojawiamy kilkakrotnie w tych samych miejscach. Lepiej nie ufać wyznaczonym szlakom. Lepiej sprzeniewierzyć się mapom. To jedyny sposób, by odnaleźć magiczną Pragę.

 

Staré Město i Nové Město: przeszłość i teraźniejszość

 

Bohater wierszy daje się poznać jako człowiek, który ma za sobą okres aroganckiej młodości i który wraz z jej utratą pozbył się naiwnych iluzji co do siebie i natury świata. Egocentryczne ja wycisza się i dostrzega inne niż ono samo punkty odniesienia. Im więcej tych punktów, tym więcej pokornej, autoironicznej refleksji. Hrynacz wznosi budowle w nowym porządku architektonicznym, który wyraźnie odcina się od wcześniejszego stylu jego twórczości – przejawia się on w szacunku do słowa. Przyjrzyjmy się jednemu z wierszy:

 

O,

 

to właśnie powinieneś wiedzieć,

że chcę mówić krótko

i

rzeczowo, by nie pominąć

niczego, za to wszystko

zmienić,

 

świecie.

 

                                                                                              („O”)

 

Oszczędne gospodarowanie tworzywem, kondensacja myśli jako efekt żmudnych ćwiczeń ręki dojrzałego poety to przejaw szacunku do słowa. Bohater poezji Hrynacza nie należy do tych, którzy zabawiliby czytelnika anegdotami z podróży, to osoba stroniąca od wylewności towarzyskiej. Autor konstruuje świat przedstawiony z kilku rekwizytów, których powtarzalność przeradza się w rytuał:

 

[…] na powrót w tym głosie

przeważy modlitwa wszystkich

dziennych spraw,

 

bo to jemu powierzasz swoje

jutro. A ono obraca się

przeciw tobie.

 

                                                                                              („Nic nie obraca się”)

 

Należy zwrócić uwagę na niezwykle ważny aspekt tej poezji – rozumienie czasu. W świadomości bohatera silnie zakorzeniona jest idea powrotu. I choć początkowo doświadczenia z przeszłości rodzą obawę, czy nie będą formą zniewolenia, to faktycznie stają się czymś na podobieństwo klucza łamiącego szyfr teraźniejszości:

 

[…] Ale ile można powiedzieć

O kimś, kto powielany przez cienie,

Dusze zmarłych, dawno donikąd nie wyruszał?

 

                                                                                              („Więzy. Fragment”)

 

Zatem Przeszłość – i ta potocznie rozumiana, i ta poetycka – to nie tylko zabytek, relikwia odległego czasu, ale również lustro, w które zagląda teraźniejszość.

 

Josefov: odwiedź koniecznie stary cmentarz

 

Spogląda bohater w lustro i dostrzega swoje życie jako alegorię utraty. Co utracił? Na pewno czas, słowa, kobiety, pewność siebie i świata, sny, a nawet podróże, które nie doszły do skutku. Pozostała mu pamięć tego, czego nie było. Ale i ta pamięć znajdzie swój kres w śmierci. Bohater nie dramatyzuje: gdyby tak było, próbowałby zagadać, zasypać lęk. Jest pogodzony z przemijaniem i stratą, które wzmagają jego apetyt na świat różnorodnych doznań. Przypadkowość życia staje się dla niego wyzwaniem. Bogactwo możliwych zdarzeń oraz świadomość przemijania prowadzą do zanurzenia się w życiu jak w Wełtawie. Wśród wielu namiętności bohatera jedna wydaje się szczególna – namiętność do kobiet. Istnieje wiele powodów, dla których warto pielęgnować ten rodzaj namiętności. Bohater przygląda się kobiecie, pragnąc zobaczyć pogłębiony obraz siebie, niedostępny autorefleksji:

 

[…] To wtedy budzę się w drugiej osobie,

bo ty jesteś morzem, podróżą, barwą jasną,

światłem martwym,

 

które piecze wciąż.

 

                                                                                              („Tyrolskie lodowce”)

 

Piecze? Dlaczego piecze? Jeśli kobieta odbija mężczyznę, to znaczy, że go kreuje i jako autorka tej kreacji może ją zniszczyć. Kobieta otwiera i zamyka świat, dla bohatera jest początkiem i kresem:

 

[…] Powstrzymaj popiół!

Powtarzaj ogień

- tę czystość białą,

 

kiedy świat się otwiera,

kiedy łagodnieje światło,

kiedy wieczór delikatnie jasny.

 

                                                                                              („Niedziela jest pięknym jazzem”)

 

Malá Strana: odpocznij na Kampie

 

Tu, czytelniku, czekają na ciebie inne doznania niż estetyczne. Zanurz usta w pucharze i jak bohater „Praskiego raju” korzystaj z urokliwej chwili, pijąc tutejsze svétle, černé lub žezané.

 

Hradčany: Złota uliczka i alchemicy (zapraszam ponownie)

 

Czy poezja jest magiczna? Bo że ma swoje źródło w religii, to oczywiste. Ale czy poezja Hrynacza jest magiczna, religijna? A może metafizyczna? Jeśli tak, to raczej chodziłoby tu o pewien rodzaj skupienia, który prowadzi do afirmacji losu ludzkiego przez zaakcentowanie tego, co zwyczajne, codzienne potoczne.

Kończymy zwiedzanie tomu „Praski raj” i zanim zaproszę do samodzielnego błądzenia po tym mieści, jedna uwaga: zgoda, może zbyt pobłądziłem. Nie ma w wierszach Hrynacza nic o magicznej Pradze. Praga to metafora stworzona na użytek tej recenzji. Ale jak wytłumaczyć dziwną zbieżność motywów tej poezji: sen, dzień, noc, jawa, śnieg, strach, światło, trwoga, kobieta, maj, księżyc, kres – z tytułami rozdziałów powieści „Golem” Gustava Meyrinka? Trzeba zatem zainicjować rytuał od nowa:

 

Przebiegamy wzrokiem wzdłuż

Kolejnych linijek tygodni,

Nieświadomi tego, co nas jeszcze czeka.  

 

 

Wojciech Koryciński

 

Pierwodruk: „Czas Kultury” 2009, nr 2, s. 151-152.

/
Omówienie 3

 

 

Wojciech Koryciński: Festina lente

 

Z niezwykłą konsekwencją Tomasz Hrynacz przemierza te same obszary tematyczne we wszystkich tomikach. Ale robi to z coraz większą precyzją. Doskonałość formalna ostatniego tomu pozwala uznać tę książkę za najlepszą w dorobku poety.

Kloto, Lachesis, Atropos – trzy Parki, choć nie występują jako główne bohaterki najnowszego tomu poetyckiego Hrynacza Prędka przędza, to jednak ich obecność, delikatnie zasugerowana w tytule, jest istotna dla struktury książki. Hrynacz to poeta przywiązujący dużą wagę do kompozycji, która nadaje dodatkowy sens pojedynczym utworom, cyklom i tomikom, tworząc wielopiętrowe układy odniesień. Utwory z Prędkiej przędzy należałoby zatem czytać tak, jak ogląda się malarskie dokonania mistrzów impresjonizmu – z pewnego oddalenia, które pozwala odkryć, że pociągnięcia pędzla pozostawiające, zdawałoby się, ślady przypadkowe, chaotyczne komponują wolne od przypadkowości, konsekwentne ilustracje świata przedstawionego.

Przywołane przeze mnie przed chwilą mitologiczne Parki mogą posłużyć czytelnikowi jako metonimie głównych wątków, z których poeta tka swoją książkę: boginie przeznaczenia – Kloto, przedstawiana w ikonografii z wrzecionem, oznacza początek losu, narodziny, postawę afirmującą istnienie, Lachesis, ze zwojem i rylcem, kreśli w szczegółach charakter tego istnienia, a Atropos, z nożycami i klepsydrą, wyznacza jego kres. Z powyższymi wątkami tematycznymi – pięknem życia, jego treścią i kresem – przyjdzie się zmierzyć czytelnikowi.

Topos bogini przeznaczenia jest jednym z układów odniesienia, czekającym na zmaterializowanie w akcie lektury. Równie ważnymi kontekstami tej poezji są zmysły. Tomasz Hrynacz, jak  czynili to dawniej mistrzowie modernizmu, stara się oddać złożoną naturę świata za pomocą symbolu, sugestii i synestezji, stąd wiele w jego poezji zapisów wrażeń wzrokowych, słuchowych i dotykowych. Są one jednym z elementów subtelnej poetyckiej wizji rzeczywistości. Można odnieść wrażenie, że poeta afirmuje świat poprzez poświęcanie uwagi najdrobniejszym jego przejawom.  Skłonność do operowania szczegółem, zwłaszcza w odniesieniu do elementów przyrody, doskonale współgra z poetyckim uogólnieniem, próbą zdefiniowania rzeczywistości poprzez metaforę. Określenia z odległych pól semantycznych wiązane w jednej metaforze, przemycany ukradkiem epitet sprawiają, że mimo oszczędności języka, jego kondensacji otrzymujemy wielobarwny obraz-wiersz. Charakter obrazowania Hrynacza wiązałbym ze wspomnianą już wcześniej techniką impresjonistyczną – częste synestezje, często eksploatowany motyw światła („co zrobić/aby światło odkrywało, a nie/ukrywało (…)”), które zmieniając swe natężenie wpływa na postrzeganie świata, tak że otrzymujemy od naszych zmysłów nieostry rysunek, złudzenie rzeczywistości.

Obok afirmacji istnienia pojawia się refleksja na temat istoty egzystencji, a wraz z tą refleksją kończy się rola poety impresjonisty, a zaczyna dramat egzystencjalisty. Rozedrgany w słońcu świat przyrody rezonuje na świat emocji bohatera wierszy. Konsekwencją tego rozedrgania jest obcość, bezdomność bohatera, poczucie, że wszystko wokół jest złudzeniem, snem. Motyw snu nie jest tu przypadkowy, należy do najczęściej wykorzystywanych motywów w twórczości Hrynacza, a w tym tomiku otrzymuje dodatkową – mitologiczną motywację. Poczucie wyobcowania związane jest z chorobą, która naznacza bohatera, wyrzucając go poza rutynę bezrefleksyjnych przyzwyczajeń.

Hypnos (grecka personifikacja snu) posiada brata bliźniaka Tanatosa, uosobienie śmierci. Obecność tego toposu jest podskórnie wyczuwalna w całym tomie. Niech jeden z najciekawszych przykładów synestezji stanie się przyczynkiem do naszych dalszych refleksji – „mruczenie ognia”. „Mruczenie ognia” to pełganie ognia połączone z niewyraźnymi, niskimi dźwiękami wydawanymi przez coś lub kogoś. Proszę wybaczyć poniższe porównanie, ale gdybym miał dla tego określenia wskazać adekwatną scenerię, przestrzeń, która by je uwiarygodniła, byłaby to cerkiew podczas nabożeństwa. Ciemny ikonostas oświetlony przez świece, których pełgające płomienie w rozedrganiu ukazują twarze świętych jakby żywe, a przy tym chóralnie, nierówno wypowiadane słowa modlitwy jakby pomruki.

Wiersze Tomasza Hrynacza uciekają od światła i świata w stronę metafizyki. Są przerażone i zafascynowane śmiercią. Coraz więcej w nich odniesień religijnych (owoc żywota, śmiertelny całun, grzech, królestwo, chorał, hymny, modlitwy itd.). Występowanie wątków religijnych, choć były one obecne od początku twórczości poety, przybiera na sile i myślę, że kolejny tom może być niespodzianką przygotowaną już przez poetę religijnego. Tę możliwość sugerują czytelnikowi ostatnie wiersze tomu – otwarte, niedokończone jak los ich bohatera. Niedokończony, bo jeszcze nie czas na bohatera. Ale gdy pojawi się Atropos, nastąpi… cięcie.

 

Wojciech Koryciński

 

Pierwodruk:  „Odra” 2010 nr 10, s.109-110.

/
Omówienie 4

 

 

Wojciech Koryciński: Misterium smaków

 

Tomasz Hrynacz: Przedmowa do 5 smaków. Wydawnictwo „Forma”, Szczecin-Bezrzecze 2013, s. 48

 

Przedmowa do 5 smaków, najnowszy tom poetycki Tomasza Hrynacza, zawiera 37 lapidarnych scen, które składają się na historię życia pewnego anonimowego bohatera. Historię, zdradźmy, mało pokrzepiającą. Więc jeśli ktoś zachęcony tytułem sięgnie po lekturę tej książki, oczekując atmosfery feerii lub fiesty z rozgrzanej sierpniowym słońcem Malagi, ten srodze się zawiedzie. Czeka na niego bowiem jedynie polska depresyjna zima. W tej mroźnej konwencji przyjdzie czytelnikom prześledzić pewną historię naszego rodaka. Układa się ona w romantyczny schemat: nieodpowiednie odzienie, przeziębienie, gorączka i wreszcie śmierć.

Jest to zatem historia powstańca, z tym że nie wiadomo do końca, o co on walczy i z kim się zmaga, być może z samym sobą. Wiadomo jednak, że jest powołany do wyższych celów, a nad jego losem ciąży fatalizm. Finał jest przewidywalny – krótki biogram w spisie narodowych bohaterów:

 

Miał się nie ruszać,

ale poruszył się. Ociera się

i szamoce. Zbiera kurz zewsząd.

 

A imienia jego nikt nie

pamięta, bo nikt go tu nie chciał

i do bliskich mu daleko, choć bliskich

nigdy nie miał.

 

W sobie o tobie słyszy.

W sobie o tobie milczy.

 

Zatrutą drzazgą.

 

                                               (Bohater)

 

Oczywiście to, co dotąd napisałem, jest opowieścią równoległą do historii zawartej w tomie Tomasza Hrynacza, ale na swoje usprawiedliwienie podam, że winny tu jest sam poeta, który swojemu czytelnikowi z premedytacją podsuwa fałszywe tropy.

Weźmy choćby pod uwagę tytuł tomu i rozbijmy go na atomy: „przedmowa” i „5 smaków”. „Przedmowa”, jak rozumiem, pojawia się tu w trzech znaczeniach. Po pierwsze jako metatekst, w którym twórca podaje czytelnikowi instrukcje co do lektury tekstu. Po drugie jako metafora kulturowa, która odsyła nas do kontekstu biblijnego i to w dwóch wariantach: (a) „przedmowa” – stan komfortu, wynikający z jednoznaczności (jeden przedmiot = jedno słowo), którego doświadczyli, naszym zdaniem, ludzie po stworzeniu świata (Księga Rodzaju) i (b) „przedmowa” – stan dyskomfortu, wydziedziczenia spowodowanego chaosem w zakresie języka po budowie Wieży Babel. Po trzecie jako integralny element struktury tomu T. Hrynacza – bo poeta zamieszcza w tomie wiersz o tytule Przedmowa do 5 smaków i pojawia się on jako 27. utwór tomu. Zatem wiersze poprzedzające go można uznać jako swego rodzaju przedmowę do zasadniczej części całego tomu.

Drugi atom tytułu „5 smaków” jest jeszcze bardziej zwodniczy. I znów odnosi się do wspomnianego 27. utworu, pora go zatem zacytować:

 

Słodko, bo pragnie.

Gorzko, kiedy okaże się, że nie.

Kwaśno, bo odnajduję tylko w pamięci.

Cierpko, kiedy tak musi być.

 

Głód życia wykupuje

nam śmierć.

 

(Przedmowa do pięciu smaków)

 

Od razu podzielę się z Państwem pewnymi wątpliwościami. Nie jestem specjalistą w dziedzinie przyrody, więc szukałem porady u mojego znajomego, który jest doktorem biologii. Według jego relacji istnieją cztery podstawowe smaki (słodki, gorzki, kwaśny, słony), poza tym wyróżnia się dodatkowy smak umami (chiński wynalazek, który wykrywa obecność kwasu glutaminowego – ciekawe, że ten smak w Europie pojawił się wraz z produktami z Chin?!). Tak więc łatwo dojść do wniosku po zestawieniu dokonań nauki z poezją, że nie ma smaku cierpkiego. Ale poeta może czuć więcej i inaczej – licentia poetica, nieważne. Ciekawe jednak wydaje się zestawienie w poezji Hrynacza piątego smaku – umami ze śmiercią. To wprowadza nas w wątki polityczne i ekonomiczne, które odsyłają nas pośrednio do pesymistycznych wizji Witkacego (powieść Pożegnanie jesieni). Nie będę ich jednak rozwijać. Zamiast tego podam własną interpretację tytułu tomu Tomasza Hrynacza.

Za wyczuwanie poszczególnych smaków odpowiadają receptory umieszczone na języku. Ponadto wiadomo, że język dla poezji to rzecz zasadnicza. Gdy połączymy te przestrzenie, otrzymamy pewną wskazówkę co do odczytania tomu Hrynacza. Receptory odczuwające smak słodki umieszczone są na koniuszku języka, zaś te, które wyczuwają smak słony, rozłożone są równo po całym języku, wyczuwające smak kwaśny – po bokach języka, a gorzki w nasadzie języka. Dlaczego tego typu informacje ważne są dla poezji Tomasza Hrynacza? Dlatego, że stają  się metaforą ludzkiego życia: życie z perspektywy ludzi młodych jawi się jako słodkie, wkrótce, gdy stają się dojrzali, czują, że jest słone i kwaśne, a na końcu, gdy czas je podsumować, okazuje się, że dominował w nim posmak gorzki. Wreszcie nadchodzi śmierć.

Tom poetycki Hrynacza, moim zdniem, dotyczy przede wszystkim smaku umami, który decyduje o tym, że nasze receptory są podrażnione i odczuwają przyjemność. Jednak jest to przyjemność złudna, Hrynacz od samego początku nie ufa jej. Bo wie, że kryje się za nią zdrada – śmierć.

 

***

Jeśli zdarzy się tak,

jeden jedyny raz, że nie będzie już

ochoty ani smaku, czy przestaniesz się

zmuszać, dźwigać to brzemię?

 

Z roku na rok coraz trudniej

wygładzać krzywdy i uprzedzenia.

Zbyt wiele się nazbierało.

Pamięć ciąży jak jakiś wielki kamień.

     

(Jeśli nie będzie już smaku)

 

Powyższy wiersz ukazuje nam jeszcze jeden ważny aspekt tomu świdnickiego poety. Aspekt etyczny. Pierwsze skojarzenie wiedzie mnie do Potęgi smaku Zbigniewa Herberta. I takie zestawienie nie jest bezpodstawne, choć u Herberta wyraźnie wyeksponowany jest kontekst polityczno-estetyczny (smak estetyki socrealizmu współbrzmiącej z totalitaryzmem). U Hrynacza metafora smaku funkcjonuje w kontekście szeroko pojętej egzystencji. Poeta skupia się na smaku gorzkim i dlatego w portretowaniu świata jako dominanta występuje motyw niedowierzania i podważania, którego odzwierciedleniem w poetyce wierszy jest ironia i sarkazm.

Wspomniane niedowierzanie rodzi przekonanie, że rzeczywistość jest sceną teatralną, a wszelkie działania ludzi są podporządkowane z góry ustalonemu scenariuszowi. Stąd też określenia: „wypełnia się obrzęd”, „czarny scenariusz”, „sceny ostatnie”, „korowód”. Teatralizacja życia sięga do najgłębszych sfer życia, nawet tych religijnych, niezwykle ważnych dla twórczości Hrynacza: „prawdziwe życie zjawi się poniewczasie”, „to, co trwa nie jest naszym udziałem”. Szczególnie przejmujące są motywy, które dotyczą kwestii metafizycznych i stosunku do języka: „pismo powołuje tych, których życie jest po drugiej stronie”, „są tacy, którzy oczami wiary wzniecą ten ogień na nowo”, „język zawsze podległy wierze”.

Wspomniałem na początku recenzji, że bohaterem jest tu romantyk – samotny indywidualista, porzucony, nierozumiany, który staje się igraszką sił większych od niego, pierwotnych – dobra i zła. Wątek psychomachii wiedzie nas do czasów wcześniejszych niż romantyzm. Jeśli połączymy teatralizację, psychomachię, motywy apokaliptyczne (ogień, popiół) i anonimowego bohatera, otrzymamy konwencję średniowiecznego misterium.

 

Wojciech Koryciński

 

Pierwodruk: „Odra” 2014, nr 2.